O wielkich zmianach i wielkich powrotach

O tym, że znalazłam miłość już wiecie.
O tym, że zakochałam się w studiach, też już was kiedyś poinformowałam.
Teraz czas na coś troszkę innego 😉

Moją piętą achillesową od zawsze są roślinki… kwiatki mnie nie kochają, pietruszki nie mogę znieść, a te cięte choć cieszą oko to psują mi spokój duszy myślą, że nie kto inny tylko właśnie ja będę musiała je wyrzucić i umyć po nich akademicki wazon czyli słoik. Słowem… NIE!!!

Ale jak tu być przyszłą matką polką, żoną idealną i perfekcyjną panią domu, gdy nawet kaktusy przy mnie usychają?!?
Najwyższy czas to zmienić! 😀
I choć tak naprawdę zmiany te zaczęły się już w gimnazjum (gdy związałam swe losy z Tyfusem, który na serio jest niezniszczalny!) to czuję, że teraz jest odpowiedni czas na zieloną rewolucję 😀

Pierwszym krokiem było posadzenie w zeszłą niedzielę rzeżuchy… i powiem wam, że skubana rośnie jak na drożdżach 😀 Podlewam ja dwa razy dziennie i aż czuję bijącą od Tyfusa zazdrość, ale on wie, że będę z nim na dobre i na złe 😉

Podsyłam wam zdjęcia mojej rzeżuszki i polecam książkę „Zioła w Polskim domu” o której jeszcze pewnie nie raz usłyszycie 😉

17036943_1381731518567756_109008074_o

To miała być próba kontrolna – postawiona w cieniu na półce nad biurkiem, a wystrzeliła w górę, że aż miło 🙂

17093103_1381731138567794_1709421293_o

A to miała być moja parapetowa duma, tymczasem została troszkę z tyłu, ale i tak ją kocham i to w sumie niezły pomysł położyć sadzonki w dwóch różnych miejscach – nie będą musiała się martwić i czekać tygodnia, gdy zetnę tę pierwszą 😉

sign

Czas na wielki powrót!

Tak jak w tytule – czas na wielki powrót! Wracam do was z nową energią, nowymi doświadczeniami, nowymi pomysłami i na dodatek nie sama… 😉

Dajcie mi dzień, góra dwa – potrzymam was troszkę w niepewności i ruszamy!

A tymczasem pamiętajcie: dziś pączki idą w cycki!!! 😀

<a href=”http://durszlak.pl/&#8221; title=”Durszlak.pl – polskie blogi kulinarne”><img src=”https://durszlak.pl/images/buttons/180×150-white.png?eONwhvKR5O1eavPH8wN6uwzz&#8221; alt=”blogi kulinarne” width=”180″ height=”150″ /></a>//durszlak.pl/assets/durszlak.js.async></script>

To koniec…

Kilka tygodni temu patrząc w lustro doznałam szoku… po drugiej stronie lustra nie stała już mała zagubiona dziewczynka, którą widziałam tam za każdym razem. O nie! Jej miejsce, nie wiadomo skąd zajęła piękna młoda kobieta. Zamiast strachu w oczach miała miłość i radość z życia, a w kącikach jej ust czaił się uśmiech. Pod wieloma względami przypominała tą małą dziewczynkę, a jednak była zupełnie inną osobą. Wyciągnęłam ku niej rękę, chcąc sprawdzić czy jest prawdziwa. Nieznajoma po drugiej stronie powtórzyła mój gest i dopiero wtedy dotarło do mnie jak bardzo zmieniłam się w ciągu tych dwóch pięknych lat kiedy to mogłam razem z wami, dla siebie i dla was tworzyć ten mój mały kawałek podłogi.

Dorosłam.
Dojrzałam.
Zmieniłam się.
Odnalazłam swoją drogę w życiu i (chociażby chwilowe) szczęście.
Nauczyłam się podnosić po każdej porażce i wyciągając z niej wnioski stawać się silniejsza.
Nauczyłam się marzyć i realizować swoje marzenia.
Nauczyłam się również NIGDY nie tracić nadziei (bo beznadzieja ssie 😀 ) i zawsze patrzeć w przód wyznaczając sobie nowe cele.

No i w końcu… przez przypadek znalazłam kogoś kogo darzę zaufaniem, uczuciem i na kim mi zależy. Kogoś z kim chcę spędzać każdą minutę mojego życia tak długo, jak długo się da.

Przez przypadek znalazłam kogoś kogo obdarzyłam miłością bezwarunkową….

 

Najwyższy więc czas się pożegnać
Może nie na zawsze, ale żegnajcie
Będzie mi was brakować

sign

 

 
https://www.instagram.com/shalajsky/

 

Piękny notesik

Bardzo dawno temu dostałam notesik. Był piękny. Obity czymś w rodzaju dżinsu z kieszenią na zdjecie i brązowym na pozór skórzanym napisem notebook. Notesik był piękny nie tylko ze względu na wygląd, był piękny, bo dostałam go od wyjatkowej osoby. Ten ktoś był kiedyś w moim życiu, potem zniknął zupełnie jak moja pamięć z tego okresu, aby następnie w kilku podejściach znów się pojawić i drugoplanowo, ale być. Zawsze.

Dzisiaj znalazłam ten notesik i przeglądając zawartość zdałam sobie sprawę, że byłam hmm troszkę dziwnym dzieckiem.

Cały notesik zapisany jest wierszami. I choć pewnie nie jestem obiektywna niektóre z nich nie są najgorsze. Czytam, myślę i zastanawiam się gdzie nastąpił błąd. Co i kiedy sprawiło, że tak wcześnie świadoma byłam tylu emocji, czasem skrajnie głupich, czasem skrajnie negatywnych…

image

Nowy rozdział…

„Pokój pogrążony w ciemnościach. Przy odrobinie wysiłku przez okno idzie dostrzec gwiazdy. Jedynym słyszalnym dźwiękiem jest miarowy oddech Jego śpiącego współlokatora. Delikatnie odwracam głowę w bok. Wiem, że tam jest, od jakiegoś czasu zawsze jest obok – jednak muszę się upewnić. Nie śpi. Dziwne. Przecież rano musi wstać, już dawno powinien słodko spać i wtedy mogłabym bezczelnie gapić się na jego błogie oblicze.

SZEPTEM

Ona:Mężczyzno? Co jest?

On:Jakoś nie mogę spać…

Ona :Chcesz w coś zagrać? Masz do wyboru bierki albo jakąś grę słowną np. skojarzenia albo mówienie wyrazu zaczynającego się od ostatniej litery poprzedniego słowa…

UŚMIECH

CISZA 

Ona odwraca głowę, czuje, że coś jest nie tak, z niepewnością wpatruje się w sufit, stykają się ramionami

On:Zagrajmy w grę słowną

Ona:Ok. Którą?

On:Ja mówię dwa słowa, potem Ty mówisz kolejne dwa i próbujemy ułożyć z tego zdanie

Ona:No dobra, spróbujmy. Zaczynaj.

CISZA

Ona pełna werwy w oczekiwaniu na jego dwa słowa budzi do życia uśpione szare komórki.

CISZA

On:……………Kocham Cię

CISZA

Coś we niej umarło, opór stopniał, serce obudziło się do życia i zabiło. Poczuła się jakby spadała w otchłań, straciła grunt pod nogami i po prostu spadała…… dopiero po chwili zdała sobie sprawę dlaczego tak zareagowała – nikt jeszcze NIGDY tak naprawdę jej tego nie wyznał, nikt nigdy nie kochał jej w taki sposób….

 

 

 

Ona:…….nie możesz”

 

 

 

Musiałam o tym napisać. Chcę zawsze pamiętać Mężczyzno

 

sign

 

 

Kwiecień plecień

Moje życie ostatnio nabrało tępa. Uczelnia, obowiązki, przyjaciele, uczucia, a na dodatek masochistycznie zaczęłam biegać. Dzieje się i to DUŻO!

Ostatnio zostawiłam was w momencie gdy zastanawiałam się czy mój Mężczyzna rzeczywiście coś do mnie czuje. Hmm… piękne błogie dni naszpikowane niepewnością – czuję się jakby to było miliony lat świetlnych temu…. Od tych pamiętnych dni wydarzyło się naprawdę sporo między nami… Godziny spędzone razem – zarówno przy oglądaniu filmów, jaki i wspólnym spacerowaniu; momenty pełne uśmiechów jak i chwile słabości; W wielkim skrócie powiem, że kwitnie – każdy dzień gdy widzisz Tę jedyną twarz jest szczególny, każdy dzień jest inny, każdy na odmienny sposób wyjątkowy.

Zmieniając temat i schodząc na ziemię – co się tyczy mojej dalszej edukacji: zaczęłam nowy semestr, co prawda z wpisem warunkowym, ale grunt to umiejętność spadania na cztery łapy i ramiona, które zawsze są dla Ciebie otwarte i w których czujesz się piękna.

A skoro już jesteśmy przy temacie piękna! Zmieniam moją dietę – z przyczyn zdrowotnych wzbogacam ją o hurtowe ilości czerwonego mięsa, dodatkowo staram się jeść zdrowiej: eliminuje ze swojej diety wszelkiej maści słodycze (najgorzej idzie mi z kokosem, gdyż mam na niego straszną fazę) i staram się zastąpić je owocami + jedzenie co 3 godziny bez podjadania między posiłkami. Brzmi strasznie, ale zmiany wprowadzane stopniowo, nie są takie złe:)

Kolejnym krokiem jest hmm aktywność fizyczna, którą ponownie zaprosiłam do mojego życia. Poniedziałek, środa – siłownia i jeśli dobrze pójdzie wtorek, czwartek, sobota – bieganie (systemem interwałowym 2 minuty biegu, 3 minuty marszu; teoretycznie przez 30 minut, ale prawda jest taka, że runda wokół parku zajmuje mi 40-50 minut😉 ) a na domiar złego mój wysportowany Mężczyzna próbuje mnie namówić, żebym wstąpiłam do jego sekcji ergometrów w naszym uczelnianym AZSie. Normalnie poszłabym na to bez zbędnej zachęty, gdyż kiedyś sama wiosłowałam, jednak boję się uzależnić od niego -spędzamy już wystarczająco dużo czasu razem i nie chciałabym doprowadzić do sytuacji gdzie ani ja, ani on nie będziemy mieli nic swojego, tylko wszystko będzie w jakieś sposób NASZE. Nie wiem czy wyrażam się jasno – mam na myśli bezpieczną przystań, coś co będzie tylko moje albo tylko jego, gdzie ta druga osoba nie będzie miała za bardzo wstępu, co w razie porażki NAS zostanie jako MÓJ świat. Coś co w razie porażki pozwoli normalnie żyć i funkcjonować, bez konieczności budowania świata i życia na nowo – od zera.

sign

Jestem zmęczona – to tyle co mogę powiedzieć o sesji. Za dużo, za szybko, zbyt intensywnie i za bardzo. Jeśli chodzi o mnie to niezawodna jest tu zasada „miej wyjebane, a będzie Ci dane” – niestety za bardzo zależało mi na tej sesji, zaczęłam się spinać i w niektórych przypadkach nie dałam rady… psychika mi siadła, a teraz wlecze się za mną zmęczenie nie do pokonania… życie i  do tego nie byle jakie, bo studenckie…

Jak pewnie część z was zauważyła (i nie będzie w stanie tego przeczytać 😛 – paradoks) – blog został zablokowany tzn. żadna osoba trzecia, postronna nie jest w stanie się tu dostać;

Dlaczego?

Jak nie trudno się domyślić – moja cholerna natura nie mogła znieść myśli, że Mateusz mógłby przeczytać to wszystko. Wmawiam sobie, że nie jestem gotowa na to żeby „się ujawnić” tym czasem prawda jest taka, że boję się reakcji innych ludzi… boję się  Jego reakcji, bo z nim jest inaczej – zależy mi na nim znacznie bardziej niż kiedykolwiek na kimkolwiek i nie chciałabym, żeby coś co tu znajdzie go zraniło.

Brzmi jak kolejna cholerna wymówka, ale taka jest prawda. Boję się, że mógłby coś źle zrozumieć, coś za bardzo wziąć do siebie… boję się, że dowiedziałby się o mnie za dużo.

Cały czas czegoś się boję! Im jestem starsza tym więcej mam tych lęków i coraz częściej się boję…

 

 

sign